Stephanie:
Musiałam siedzieć w szpitalu, aż do środy popołudniu. Przez cały ten czas mój telefon nie miał ani chwili odpoczynku - na zmianę dzwonił Greg i Matt. Żadnego z tych połączeń nie odebrałam, nie miałam po prostu siły. Postanowiłam, że mimo sprzeciwu ojca, który chciał, żebym przesiedziała w domu do końca tygodnia ja chciałam wrócić do szkoły, do miejsca gdzie mam wielu znajomych i gdzie pracuję nad moimi umiejętnościami. Bardzo tego potrzebowałam, chociaż bałam się starcia z Gregorym i Matthew.
~
W czwartek obudziłam się o siódmej. Szybko się wyszykowałam, pożegnałam tatę i wybiegłam. Na dole już nie czekał na mnie chłopak. Sama nie wiem czy to dla mnie dobrze, czy nie. Podczas drogi do szkoły pochłonęły mnie własne myśli. Pierwsze zajęcia odbywały się w klasie Edwardsa. Spojrzałam na salę i od razu zauważyłam kogo chciałam. Oboje dzisiaj przyszli. Bez słowa usiadłam do najbliższej ławki i spokojnie czekałam, aż zbierze się reszta grupy. Kiedy zadzwonił dzwonek wszyscy już byli, łącznie z nauczycielem.
- Cześć - szepnął Greg, który stał teraz naprzeciwko mnie. Nawet nie zauważyłam kiedy podszedł.
- Heej - odpowiedziałam cicho.
- Jak tam? Dobrze już się czujesz?
- Taak, dziękuję. Przepraszam, ale nie mam ochoty na rozmowę, zresztą chciałabym się skupić na lekcji, wskazałam na profesora. Chłopak usiadł obok zmieszany, zalał się lekkim rumieńcem i nieśmiało się uśmiechnął. Zdziwiło mnie, że Matt ani myślał o podejściu, a co dopiero o jakiejkolwiek konwersacji.
Dwie godziny zajęć z Edwardsem spędziliśmy w miłej atmosferze. Na przerwie zamieniłam kilka słów z Gregorym. Podczas długiej przerwu odważyłam się podejść do Matthew. Spojrzałam na niego, starając się udawać, że to co stało się w szpitalu nigdy nie miało miejsca.
- Cześć - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Cześć. Czego chcesz?
- Chciałam się przywitać i porozmawiać. No chyba, że nie chcesz - spojrzałam na niego starając się zachowywać naturalnie.
- Jesteś bezczelna. Nie. Nie mam ochoty z tobą gadać. Cześć.
- Jeżeli ja jestem bezczelna to ty w takim razie jesteś nienormalny.
- Jakoś mało mnie to interesuje - nastolatek rzucił na mnie wrogie spojrzenie i odszedł, wielce naburmuszony. Jeżeli on tak pogrywa to niech mu tak będzie, nie będę go błagać o jakąkolwiek sympatię do mnie.
~
Czytaj z muzyką: http://www.youtube.com/watch?v=yyv-3kYUYz4
Kolejne lekcje dłużyły się niemiłosiernie.Ostatni dzwonek był niczym zbawienie. Z klasy wyszłam wraz z Greg'iem cały czas starając się odnaleźć w tłumie Matt'a. Przed budynkiem czekała filigranowa blondynka. Skądś ją kojarzyłam. Stanęłam wraz z przyjacielem na środku placu, a ze szkoły wyszedł mój były. Wtedy skojarzyłam fakty i przypomniałam sobie, że to była ta dziewczyna, która rzuciła się na niego pod moim wieżowcem. Zbladłam i poczułam dreszcze, kiedy Matthew przytulił się do niej, a następnie namiętnie ją pocałował, cały czas spoglądając na mnie. Nie wiedziałam co robię. Nie panowałam nad własnym ciałem. Zdenerwowana podeszłam do nich i po chwili moja ręka odbiła wyraźny ślad na jego policzku. Zaraz po tym zrobiłam coś czego będę najprawdopodobniej żałować. Przyciągnęłam za rękaw Gregory'ego, który cały czas stał w tym samym miejscu co wcześniej. Teraz znaleźliśmy się prawie metr od pary. Rzuciłam wściekłe spojrzenie na byłego i ... Moje usta dotknęły warg przyjaciela. Czułam się jak w niebie, mimo wszystko. Za chwilę nasze języki toczyły zawziętą walkę o dominację, a ja byłam z każdą chwilą coraz bliżej chłopaka.
Po krótkim czasie zabrakło mi już tchu i oderwałam się od niego. Nie można zaprzeczyć, iż był zaskoczony. Zresztą nie tylko on, wszyscy obecni na placu wlepiali w nas wzrok. Uśmiechnęłam się i powiedziałam głośno:
- To co? Może chodźmy do mnie, co? - uśmiechnęłam się, biorąc dłoń chłopaka i ruszając w stronę mieszkania. Nie miałam pojęcia co chciałam przez całą tą ,,szopkę" osiągnąć, ale mało mnie to w tamtej chwili obchodziło. Jego chyba też. Albo po prostu nie potrafił wydusić z siebie słowa?
___________________________________________________
Cześć. :) Więc kolejny rozdział za nami. Mam nadzieję, że podoba się Wam. :* Cieszę się, że wspieracie mnie w tworzeniu książki, bo jeszcze nigdy nie dostałam tylu mejli z ciepłymi słowami otuchy. To naprawdę urocze. ^^ Prosiliście mnie o informowanie Was odnośnie postępów. Może i mam pomysł, ale aktualnie mało czasu na pisanie i stanowczo za mało weny, by cokolwiek porządnego stworzyć. Wydaję mi się, że wystarczy poczekać, a w odpowiednim momencie słowa posypią się same... : ) Wiem, że robiłam to już milion razy, ale zrobię to i kolejny: DZIĘKUJĘ, BARDZO DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE. :*
Czekam na Wasze komentarze odnośnie dalszych losów. :>
Kocham Was, mocno. :*
x
PS. DZIĘKUJĘ ZA TO, ŻE DOTRWALIŚMY RAZEM DO 10.000. :*
środa, 12 czerwca 2013
poniedziałek, 10 czerwca 2013
XVI
Gregory:
W poniedziałek nadarzyła się okazja, by porozmawiać ze Stephi - do szkoły nie przyszedł Matt. Mimo ciągłej ulewy, która zalewała ulice za oknem zabrałem ją na kawę do najbliższej kawiarni. Wpadliśmy cali przemoczeni do ciepłego pomieszczenia. Zaśmiałem się na dźwięk dzwonka, nie wiedzieć czemu przypomniały mi się sceny z mojej ulubionej książki - Harry'ego Potter'a. Spojrzałem na dziewczynę i zajęliśmy miejsca. Zamówiłem kawę oraz ciastko.
- Więc? Po co mnie tutaj wyciągnąłeś w tak cudowną pogodę? - spytała sarkastycznie.
- Hahaha, no to dość delikatna sprawa... Moja matka zorganizowała wczoraj spotkanie ze znajomymi i najbliższą rodziną. Siedzieli u nas przez całą niedzielę. Okazało się, że moja rodzicielka zaprosiła też James'a Wilson'a, znajomego ze szkoły. Może kojarzysz jego nazwisko? - ucieszyło mnie kiedy pokiwała głową dając mi znak, że go zna. Zaskoczenie miała wypisane na twarzy i czułem, że czekała na to co mam jej do powiedzenia. - Tak, to ten James z wytwórni Silver Music Records. Okazało się, że szuka młodych talentów i był w sobotę na wieczorze karaoke. Tam gdzie ty. I... Wziął od ciebie autograf, by cię potem odszukać. Poprosił mnie, bym mu pomógł w przekonaniu cię do... No, bo oferuje ci kontrakt płytowy i kilka kameralnych koncertów. Kwestia w tym, że będziesz musiała na jakiś czas wyjechać. Bardzo mu zależało - dziewczyna zachwiała się, złapałem ją w ostatnim momencie za ramię. - Co ci jest?
Stephanie:
Kiedy dotarło do mnie co powiedział chłopak zakręciło mi się w głowie. Nagle pociemniało mi przed oczami i już nie panowałam nad tym co się ze mną dzieje. Odleciałam.
~
Czytaj z muzyką: http://www.youtube.com/watch?v=kPBzTxZQG5Q
Spojrzałam i aż mnie zmroziło na widok białych ścian. Tylko nie to... Znowu jestem w tym miejscu skąd tak niedawno starałam się uciec. Szpital. Na fotelu stojącym obok łóżka siedział Greg. Od razu podniósł się i podszedł.
- Stephi, jak dobrze, że już się przebudziłaś. Wszystko okej?
- Gdyby wszystko było dobrze nie leżałabym tutaj - moje słowa przepełniał jad. To przecież przez niego znowu tutaj leżę.
- Jak wolisz... Zawołać Matt'a? Cały czas czeka na korytarzu.
- Za chwilę.
- Nie rozumiem cię, Step.
- O co ci tym razem chodzi?
- O to, że jesteś na mnie zdenerwowana tylko dlatego, że chcę żebyś osiągnęła sukces. Nie miałem bladego pojęcia, że masz chore serce - chłopak podszedł bliżej, zaczął tarmosić skrawek pościeli. Zauważyłam coś na jego nadgarstku.
- Możesz mi powiedzieć co to jest? - wskazałam na jego blizny.
- Nieważne.
- Jak dla kogo. Mów.
- Powiedziałem nie. Stara historia, nie chcę do niej wracać - szepnął. Odwrócił się w stronę drzwi i wyszedł. Chwilę później wszedł Matthew.
- Co ty mu zrobiłaś? - spytał od progu.
- Ale co?
- No bo wybiegł ze szpitala jak poparzony.
- Niewiele mnie to teraz obchodzi. Wiesz może kiedy wychodzę?
- Niestety nie. Twój tato pojechał po rzeczy. Podobno spędzisz tu trochę czasu, ale nie martw się, będę przy tobie.
- Nie trzeba, jakoś sobie poradzę - mała łza spłynęła po moim policzku.
- Nie płacz. Mówiłem ci już, że będę tutaj zawsze mimo wszystko. Nigdy nie chcę cię zostawić.
- Matt, ale... Ja naprawdę chcę zostać sama. Zresztą podjęłam już decyzję. Nie chcę wracać do tego co było. Twój głos w samolocie to był tylko dobry omen, znak, że powinnam walczyć o marzenia. Nic więcej, nie wiem dlaczego oszukiwałam siebie, ciebie i wszystkich dookoła... Teraz żałuję, przepraszam z całego serca. To dla mnie trudne, zostaw mnie, błagam - spojrzałam w jego głębokie oczy. Widziałam w nich rozpacz, a jego twarz zbladła. Poczułam ból w klatce piersiowej, nie mogłam dalej na niego patrzeć. Chłopak spełnił moją prośbę i zrozpaczony wyszedł z sali.
Nadal nie mam pojęcia dlaczego to zrobiłam. Przecież te słowa, które wypłynęły z moich ust to bzdura...
________________________________________
Heej. :) Przepraszam, że rozdział dodaję tak późno, ale wena przyciągnęła mnie do laptopa. Mam nadzieję, że się spodoba i czekam na wasze opinie odnośnie dalszych losów bohaterów. Teraz lecę się trochę pouczyć. :* A i jedna dla niektórych przykra, dla innych radosna sprawa. W końcu zaczynam pracę nad książką. Tak, dobrze przeczytaliście. KSIĄŻKĄ. Od dawna marzę o wydaniu własnej. Jeszcze dokładnie nie wiem o czym będzie, ale chcę jakoś nawiązać do losów Stephanie, więc mimo wszystko prosiłabym o trzymanie ze mnie kciuków. Złą stroną tego projektu jest to, że będę miała mniej czasu na bloga, ale myślę, że przetrwacie. Pamiętajcie - trwam tutaj dla was. :)
x
W poniedziałek nadarzyła się okazja, by porozmawiać ze Stephi - do szkoły nie przyszedł Matt. Mimo ciągłej ulewy, która zalewała ulice za oknem zabrałem ją na kawę do najbliższej kawiarni. Wpadliśmy cali przemoczeni do ciepłego pomieszczenia. Zaśmiałem się na dźwięk dzwonka, nie wiedzieć czemu przypomniały mi się sceny z mojej ulubionej książki - Harry'ego Potter'a. Spojrzałem na dziewczynę i zajęliśmy miejsca. Zamówiłem kawę oraz ciastko.
- Więc? Po co mnie tutaj wyciągnąłeś w tak cudowną pogodę? - spytała sarkastycznie.
- Hahaha, no to dość delikatna sprawa... Moja matka zorganizowała wczoraj spotkanie ze znajomymi i najbliższą rodziną. Siedzieli u nas przez całą niedzielę. Okazało się, że moja rodzicielka zaprosiła też James'a Wilson'a, znajomego ze szkoły. Może kojarzysz jego nazwisko? - ucieszyło mnie kiedy pokiwała głową dając mi znak, że go zna. Zaskoczenie miała wypisane na twarzy i czułem, że czekała na to co mam jej do powiedzenia. - Tak, to ten James z wytwórni Silver Music Records. Okazało się, że szuka młodych talentów i był w sobotę na wieczorze karaoke. Tam gdzie ty. I... Wziął od ciebie autograf, by cię potem odszukać. Poprosił mnie, bym mu pomógł w przekonaniu cię do... No, bo oferuje ci kontrakt płytowy i kilka kameralnych koncertów. Kwestia w tym, że będziesz musiała na jakiś czas wyjechać. Bardzo mu zależało - dziewczyna zachwiała się, złapałem ją w ostatnim momencie za ramię. - Co ci jest?
Stephanie:
Kiedy dotarło do mnie co powiedział chłopak zakręciło mi się w głowie. Nagle pociemniało mi przed oczami i już nie panowałam nad tym co się ze mną dzieje. Odleciałam.
~
Czytaj z muzyką: http://www.youtube.com/watch?v=kPBzTxZQG5Q
Spojrzałam i aż mnie zmroziło na widok białych ścian. Tylko nie to... Znowu jestem w tym miejscu skąd tak niedawno starałam się uciec. Szpital. Na fotelu stojącym obok łóżka siedział Greg. Od razu podniósł się i podszedł.
- Stephi, jak dobrze, że już się przebudziłaś. Wszystko okej?
- Gdyby wszystko było dobrze nie leżałabym tutaj - moje słowa przepełniał jad. To przecież przez niego znowu tutaj leżę.
- Jak wolisz... Zawołać Matt'a? Cały czas czeka na korytarzu.
- Za chwilę.
- Nie rozumiem cię, Step.
- O co ci tym razem chodzi?
- O to, że jesteś na mnie zdenerwowana tylko dlatego, że chcę żebyś osiągnęła sukces. Nie miałem bladego pojęcia, że masz chore serce - chłopak podszedł bliżej, zaczął tarmosić skrawek pościeli. Zauważyłam coś na jego nadgarstku.
- Możesz mi powiedzieć co to jest? - wskazałam na jego blizny.
- Nieważne.
- Jak dla kogo. Mów.
- Powiedziałem nie. Stara historia, nie chcę do niej wracać - szepnął. Odwrócił się w stronę drzwi i wyszedł. Chwilę później wszedł Matthew.
- Co ty mu zrobiłaś? - spytał od progu.
- Ale co?
- No bo wybiegł ze szpitala jak poparzony.
- Niewiele mnie to teraz obchodzi. Wiesz może kiedy wychodzę?
- Niestety nie. Twój tato pojechał po rzeczy. Podobno spędzisz tu trochę czasu, ale nie martw się, będę przy tobie.
- Nie trzeba, jakoś sobie poradzę - mała łza spłynęła po moim policzku.
- Nie płacz. Mówiłem ci już, że będę tutaj zawsze mimo wszystko. Nigdy nie chcę cię zostawić.
- Matt, ale... Ja naprawdę chcę zostać sama. Zresztą podjęłam już decyzję. Nie chcę wracać do tego co było. Twój głos w samolocie to był tylko dobry omen, znak, że powinnam walczyć o marzenia. Nic więcej, nie wiem dlaczego oszukiwałam siebie, ciebie i wszystkich dookoła... Teraz żałuję, przepraszam z całego serca. To dla mnie trudne, zostaw mnie, błagam - spojrzałam w jego głębokie oczy. Widziałam w nich rozpacz, a jego twarz zbladła. Poczułam ból w klatce piersiowej, nie mogłam dalej na niego patrzeć. Chłopak spełnił moją prośbę i zrozpaczony wyszedł z sali.
Nadal nie mam pojęcia dlaczego to zrobiłam. Przecież te słowa, które wypłynęły z moich ust to bzdura...
________________________________________
Heej. :) Przepraszam, że rozdział dodaję tak późno, ale wena przyciągnęła mnie do laptopa. Mam nadzieję, że się spodoba i czekam na wasze opinie odnośnie dalszych losów bohaterów. Teraz lecę się trochę pouczyć. :* A i jedna dla niektórych przykra, dla innych radosna sprawa. W końcu zaczynam pracę nad książką. Tak, dobrze przeczytaliście. KSIĄŻKĄ. Od dawna marzę o wydaniu własnej. Jeszcze dokładnie nie wiem o czym będzie, ale chcę jakoś nawiązać do losów Stephanie, więc mimo wszystko prosiłabym o trzymanie ze mnie kciuków. Złą stroną tego projektu jest to, że będę miała mniej czasu na bloga, ale myślę, że przetrwacie. Pamiętajcie - trwam tutaj dla was. :)
x
środa, 5 czerwca 2013
XV
Gregory:
W niedzielny poranek obudził mnie krzyk mamy.
- Greg! Wstawaj, ale już! - spojrzałem na nią zmęczonymi oczyma i nie zważając na nic przewróciłem się na drugi bok.
- Nie, nie, musisz teraz wstać! Za dwie godziny przyjeżdżają goście i potrzebujemy dodatkowej pary rąk!
- Coooo? - ziewnąłem. - Jacy goście?
- Mała niespodzianka - uśmiechnęła się złośliwie. - Przyjeżdża najbliższa rodzina i znajomi. Zostają u nas do poniedziałku, więc lepiej zacznij się szykować - dokończyła i wyszła z mojego pokoju. Tak bardzo pragnąłem jeszcze odrobiny snu, ale wiedziałem, że muszę się ruszyć. Od razu poszedłem pod prysznic.
Kiedy gorąca woda obmywała moje ciało przypomniała mi się wczorajsza rozmowa ze Stephi:
- [...] Pocałowałam go delikatnie i wróciłam do domu.
- I co teraz zamierzasz zrobić?
- O czym ty mówisz?
- No co z tobą i Matthew?
- Sama nie wiem.
- Jak to nie wiesz?
- No Jezus, normalnie, nie mam pojęcia co dalej.
- I masz zamiar robić mu nadzieję, kiedy nie wiesz czy chcesz z nim być?
- Nie robię mu nadziei... - zaśmiałem się do telefonu.
- Serio? Całujesz go po tym wszystkim i sądzisz, że to nic takiego?
- Em... Dobra, nie chcę rozmawiać o tym wszystkim. Musze kończyć, paa.
Byłem na siebie wściekły, że tak szybko odłożyła słuchawkę. Szczerze? Nie chcę żeby do siebie wracali. Czuję, że Matt ją jeszcze zrani, a tego chciałbym uniknąć, chociaż nie mogę decydować za nią. Ogarnięty poszedłem pomóc rodzicom i siostrze w przygotowaniach. Już o jedenastej usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Melody otworzyła i wpuściła gości. Była to ciotka Margaret, wujek Andrew, kuzyni Thomas i Michelle. Przywitałem się ze wszystkimi i po kilku minutach chaosu kiedy zbierała się reszta rodziny usiedliśmy do stołu. Po chwili zauważyłem, że jedno krzesło nadal jest puste.
- Mamo? A to dla kogo? - wskazałem miejsce.
- Ahh tak, mam jeszcze jedną niespodziankę. Pamiętasz James'a Wilson'a? Mój znajomy ze szkoły? Właściciel studia? Chciał koniecznie się z tobą dzisiaj widzieć.
- Naprawdę? - spojrzałem na kobietę z zaskoczoną miną. Nagle ktoś zapukał do mieszkania. Zerwałem się i pobiegłem wpuścić przybysza do środka. Był to mężczyzna o którym właśnie mówiła matka. Uśmiechnąłem się do niego i wskazałem mu miejsce. Nie miałem pojęcia po co chciał się ze mną spotkać, a jak na razie nie widać było po nim, że chciałby mi coś wyjaśnić. Obiad minął w miłej atmosferze. Wszyscy gawędzili i śmiali się. Potrawy, które przygotowała mama smakowały gościom.
Kiedy każdy zjadł deser odezwał się James:
Czytaj z muzyką: https://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=r6X9qLevFDY
- Chłopcze. Moglibyśmy porozmawiać na osobności?
- Pewnie, że tak - odpowiedziałem, podniecony tym, że w końcu poznam prawdziwy cel wizyty mężczyzny. Zaprowadziłem go do mojej sypialni gdzie usiedliśmy na kanapie.
- Więc? O czym chciałby pan ze mną pomówić? - spytałem poważnie. Zacząłem się stresować, w końcu facet jest wielką szychą na rynku muzycznym i nie ma za dużo czasu na takie schadzki.
- Ehhh. Twoja mama ostatnio chwaliła mi się, że przyjęto cię do Julliard'a, gratuluję, to naprawdę prestiżowa uczelnia. Szczerze powiedziawszy przybyłem tutaj nie w twojej sprawie - słuchałem zaciekawiony. - Wczoraj spędziłem miły wieczór w przydrożnej knajpce na wieczorze karaoke - wciągnąłem powietrze. Domyślałem się o co chodzi. - I tam... Zaśpiewała para nastolatków. Pewnie słyszałeś, że szukam młodych talentów i bardzo zainteresował mnie głos tej dziewczyny. Jedynym sposobem zdobycia jej nazwiska był autograf, który dostałem. Przez całą noc szperałem w internecie i w końcu dotarłem do nowych uczniów waszej szkoły. Spadła mi jak grom z jasnego nieba. Mam tutaj jej zdjęcie, może ją znasz? - kiedy on sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, ja go zatrzymałem i odpowiedziałem:
- Nie musi pan wyciągać. Stephanie? Znam ją bardzo dobrze, to ona mnie wspierała w pierwszym dniu w szkole. Chyba już mogę ją nazwać przyjaciółką. No, ale niech pan powie o co dokładnie chodzi? - spytałem z uśmiechem.
- Hahah, przyjeżdżając tutaj nie sądziłem, że tak łatwo nam pójdzie. No, bo chciałbym jej złożyć propozycję nie do odrzucenia. Kontrakt płytowy i kilka kameralnych koncertów, każdy jakoś zaczyna - zaśmiał się. - Nie wątpię, że ... jak ona miała na imię?
- Stephanie.
- ... że Stephanie trafi na same szczyty list przebojów. Tylko musisz z nią porozmawiać, bo nagrywki nie będą odbywać się w w Nowym Yorku, tylko kilkanaście kilometrów stąd, więc na pewien czas będzie musiała wyjechać...
- Postaram się wszystko jakoś sprytnie rozwiązać, bo to może być sposób na rozwiązanie wszystkich jej problemów...
______________________________________
W tym momencie spływa na mnie wiadro pomyj, tak wiem, miałam dodać ten rozdział w poniedziałek, przepraszam, ale nie miałam czasu, nagle zaczęły na mnie zewsząd spadać problemy... No, ale mniejsza, najważniejsze, że wpis jest. I, ehh. Wiem, że ta notka taka bez Stephi i Matt'a, ale zrozumcie, takie chwile też muszą być, by po nich zdarzyło się coś jeszcze ciekawszego. :*
No i ten teges, chyba to wszystko ode mnie. Wchodźcie, czytajcie i komentujcie. Jak uważacie? Co wydarzy się w dalszej części? Greg przekona Step do kontraktu? I czy tak jak obmyślił sobie chłopak zniszczy ich związek na zawsze?
x
W niedzielny poranek obudził mnie krzyk mamy.
- Greg! Wstawaj, ale już! - spojrzałem na nią zmęczonymi oczyma i nie zważając na nic przewróciłem się na drugi bok.
- Nie, nie, musisz teraz wstać! Za dwie godziny przyjeżdżają goście i potrzebujemy dodatkowej pary rąk!
- Coooo? - ziewnąłem. - Jacy goście?
- Mała niespodzianka - uśmiechnęła się złośliwie. - Przyjeżdża najbliższa rodzina i znajomi. Zostają u nas do poniedziałku, więc lepiej zacznij się szykować - dokończyła i wyszła z mojego pokoju. Tak bardzo pragnąłem jeszcze odrobiny snu, ale wiedziałem, że muszę się ruszyć. Od razu poszedłem pod prysznic.
Kiedy gorąca woda obmywała moje ciało przypomniała mi się wczorajsza rozmowa ze Stephi:
- [...] Pocałowałam go delikatnie i wróciłam do domu.
- I co teraz zamierzasz zrobić?
- O czym ty mówisz?
- No co z tobą i Matthew?
- Sama nie wiem.
- Jak to nie wiesz?
- No Jezus, normalnie, nie mam pojęcia co dalej.
- I masz zamiar robić mu nadzieję, kiedy nie wiesz czy chcesz z nim być?
- Nie robię mu nadziei... - zaśmiałem się do telefonu.
- Serio? Całujesz go po tym wszystkim i sądzisz, że to nic takiego?
- Em... Dobra, nie chcę rozmawiać o tym wszystkim. Musze kończyć, paa.
Byłem na siebie wściekły, że tak szybko odłożyła słuchawkę. Szczerze? Nie chcę żeby do siebie wracali. Czuję, że Matt ją jeszcze zrani, a tego chciałbym uniknąć, chociaż nie mogę decydować za nią. Ogarnięty poszedłem pomóc rodzicom i siostrze w przygotowaniach. Już o jedenastej usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Melody otworzyła i wpuściła gości. Była to ciotka Margaret, wujek Andrew, kuzyni Thomas i Michelle. Przywitałem się ze wszystkimi i po kilku minutach chaosu kiedy zbierała się reszta rodziny usiedliśmy do stołu. Po chwili zauważyłem, że jedno krzesło nadal jest puste.
- Mamo? A to dla kogo? - wskazałem miejsce.
- Ahh tak, mam jeszcze jedną niespodziankę. Pamiętasz James'a Wilson'a? Mój znajomy ze szkoły? Właściciel studia? Chciał koniecznie się z tobą dzisiaj widzieć.
- Naprawdę? - spojrzałem na kobietę z zaskoczoną miną. Nagle ktoś zapukał do mieszkania. Zerwałem się i pobiegłem wpuścić przybysza do środka. Był to mężczyzna o którym właśnie mówiła matka. Uśmiechnąłem się do niego i wskazałem mu miejsce. Nie miałem pojęcia po co chciał się ze mną spotkać, a jak na razie nie widać było po nim, że chciałby mi coś wyjaśnić. Obiad minął w miłej atmosferze. Wszyscy gawędzili i śmiali się. Potrawy, które przygotowała mama smakowały gościom.
Kiedy każdy zjadł deser odezwał się James:
Czytaj z muzyką: https://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=r6X9qLevFDY
- Chłopcze. Moglibyśmy porozmawiać na osobności?
- Pewnie, że tak - odpowiedziałem, podniecony tym, że w końcu poznam prawdziwy cel wizyty mężczyzny. Zaprowadziłem go do mojej sypialni gdzie usiedliśmy na kanapie.
- Więc? O czym chciałby pan ze mną pomówić? - spytałem poważnie. Zacząłem się stresować, w końcu facet jest wielką szychą na rynku muzycznym i nie ma za dużo czasu na takie schadzki.
- Ehhh. Twoja mama ostatnio chwaliła mi się, że przyjęto cię do Julliard'a, gratuluję, to naprawdę prestiżowa uczelnia. Szczerze powiedziawszy przybyłem tutaj nie w twojej sprawie - słuchałem zaciekawiony. - Wczoraj spędziłem miły wieczór w przydrożnej knajpce na wieczorze karaoke - wciągnąłem powietrze. Domyślałem się o co chodzi. - I tam... Zaśpiewała para nastolatków. Pewnie słyszałeś, że szukam młodych talentów i bardzo zainteresował mnie głos tej dziewczyny. Jedynym sposobem zdobycia jej nazwiska był autograf, który dostałem. Przez całą noc szperałem w internecie i w końcu dotarłem do nowych uczniów waszej szkoły. Spadła mi jak grom z jasnego nieba. Mam tutaj jej zdjęcie, może ją znasz? - kiedy on sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, ja go zatrzymałem i odpowiedziałem:
- Nie musi pan wyciągać. Stephanie? Znam ją bardzo dobrze, to ona mnie wspierała w pierwszym dniu w szkole. Chyba już mogę ją nazwać przyjaciółką. No, ale niech pan powie o co dokładnie chodzi? - spytałem z uśmiechem.
- Hahah, przyjeżdżając tutaj nie sądziłem, że tak łatwo nam pójdzie. No, bo chciałbym jej złożyć propozycję nie do odrzucenia. Kontrakt płytowy i kilka kameralnych koncertów, każdy jakoś zaczyna - zaśmiał się. - Nie wątpię, że ... jak ona miała na imię?
- Stephanie.
- ... że Stephanie trafi na same szczyty list przebojów. Tylko musisz z nią porozmawiać, bo nagrywki nie będą odbywać się w w Nowym Yorku, tylko kilkanaście kilometrów stąd, więc na pewien czas będzie musiała wyjechać...
- Postaram się wszystko jakoś sprytnie rozwiązać, bo to może być sposób na rozwiązanie wszystkich jej problemów...
______________________________________
W tym momencie spływa na mnie wiadro pomyj, tak wiem, miałam dodać ten rozdział w poniedziałek, przepraszam, ale nie miałam czasu, nagle zaczęły na mnie zewsząd spadać problemy... No, ale mniejsza, najważniejsze, że wpis jest. I, ehh. Wiem, że ta notka taka bez Stephi i Matt'a, ale zrozumcie, takie chwile też muszą być, by po nich zdarzyło się coś jeszcze ciekawszego. :*
No i ten teges, chyba to wszystko ode mnie. Wchodźcie, czytajcie i komentujcie. Jak uważacie? Co wydarzy się w dalszej części? Greg przekona Step do kontraktu? I czy tak jak obmyślił sobie chłopak zniszczy ich związek na zawsze?
x
czwartek, 30 maja 2013
XIV
Stephanie:
Sobota przyszła szybciej niż sądziłam. Po wydarzeniach w parku spędziłam resztę dni w domu.
~
- [...] Kocham cię - te dwa słowa, które wypłynęły z jego ust dzwoniły mi w głowie. Nie miałam pojęcia co odpowiedzieć, spojrzałam mu głęboko w oczy i delikatnie przytuliłam.
- Nie mogę. Nie zadecyduję dzisiaj. Przepraszam... Wrócimy do tego kiedy będę gotowa - szepnęłam mu do ucha.
- Nie będę cię pośpieszał. Masz czas, decyzja należy do ciebie.
~
Rozchyliłam powieki, oślepił mnie blask promieni słonecznych przebijających się przez zasłonę. Wzięłam odruchowo do ręki telefon i spojrzałam na ekran. Była jedenasta. Czekała na mnie wiadomość, prędko ją odczytałam:
OD: MATT
- Możemy się dzisiaj spotkać? Bardzo mi zależy...
Chwila zawahania, po której moje palce dotknęły smartfona:
DO: MATT
- W sumie i tak nie mam co robić, więc ok. O której?
Kliknęłam delikatnie klawisza wyślij. Nie musiałam długo czekać na wiadomość zwrotną.
OD: MATT
- Przyjadę po ciebie o siedemnastej, jeżeli ci oczywiście pasuje.
DO MATT
- ok
Jeszcze raz spojrzałam na komórkę. Nie potrafiłam zrozumieć po co on mi zawraca głowę w sobotę. Przewróciłam się na drugi bok i znów zasnęłam.
- Stephanie! Wstawaj! Już jest piętnasta, a ty dalej w łóżku... - ze snu wyrwał mnie głos taty.
- Hęęę?
- Wstawaj!
- Czeeeeeekaj, eeee - ziewnęłam. - Słucham?! Która jest godzina?!?!
- Piętnasta...
- Jezu Chryste - zerwałam się z łóżka.
- Co jest? - spytał tato trzęsąc się ze śmiechu. Domyśliłam się, że musiałam wyglądać strasznie zabawnie.
- Jestem umówiona i mam tylko dwie godziny!
- No więc się szykuj, bąbelku - spojrzałam na niego spode łba. Nie mówił tak do mnie odkąd skończyłam siedem lat.
- Coś się stało?
- A czemu pytasz? - uśmiechnął się.
- Nie mówiłeś tak do mnie od wieków...
- A wypsnęło mi się, o ile dobrze pamiętam to masz mało czasu, więc radziłbym ci się pośpieszyć - odpowiedział zmieszany i wyszedł z pokoju. Czułam, ze jest coś nie tak, ale nie miałam czasu żeby się nad tym teraz zastanawiać. Wzięłam szybki, gorący prysznic i zaczęłam czym prędzej się szykować. O szesnastej pięćdziesiąt byłam już prawie gotowa. Przejrzałam się w lustrze. Wyprostowane włosy, pełen makijaż, duża bluza, legginsy i miętowe vansy. Pakowałam rzeczy do torebki kiedy dostałam sms'a.
OD: MATT
- Czekam na dole
Tato siedział w kuchni. Pocałowałam go delikatnie w czoło na pożegnanie i wybiegłam z mieszkania. Przed wieżowcem zatrzymałam się z otwartymi ustami. Chłopak stał przy pięknym, białym rang roverze.
- Co do... ? - zaczęłam.
- Kupiłem go ostatnio, radziłbym ci już wsiadać, bo nie mamy czasu - odrzekł z uśmiechem. Bez słowa zajęłam miejsce obok kierowcy. Matt odpalił samochód i ruszył.
- Mogę wiedzieć gdzie jedziemy? - moje ręce drżały ze strachu.
- Zobaczysz, to niespodzianka. Nie bój się - dodał i delikatnie dotknął mojego policzka. Szczerze? Nie pomogło mi to wcale, a wręcz odwrotnie. Zaczęłam nerwowo przygryzać wargę. Po dwudziestu minutach chłopak zaparkował. Szybko wyszłam z samochodu, pragnąc zaczerpnąć świeżego powietrza. Spojrzałam na cel naszej podróży. Była to mała knajpka, wyglądała nieźle. Chłopak trzasnął drzwiami i ruszyliśmy. W środku było całkiem przytulnie, dużo miejsca i ładny wystrój. Zauważyłam coś na samym środku sali. Wielki ekran, kilka wzmacniaczy, głośniki, mikrofony i wszędzie porozrzucane kable. Dwójka chłopaków podłączała cały sprzęt, a tłum zbierał się już dookoła.
- Co to? - spytałam już całkiem zbita z tropu.
- Chcesz może coś do picia? - zapytał, jakby wcale mnie nie usłyszał.
- Chętnie. Poproszę colę - powiedziałam podchodząc do baru. Rzuciłam na blat kilka monet.
- Nie. Ja za ciebie zapłacę, schowaj te pieniądze - stwierdził.
- Nie ma mowy. Możesz mi w końcu powiedzieć co tu będzie się działo? - wskazałam na grupę.
- Ehh... Pomyślałem, że fajnie by było spędzić trochę czasu jak kiedyś. Przy muzyce... To wieczór karaoke.
- Hahahaha. Chyba nie myślisz, że będę w nim brała udział? Mogę usiąść i posłuchać innych, ale nie mam ochoty na robienie z siebie idiotki przed nieznajomymi - dodałam, biorąc z blatu szklankę z napojem i siadając na kanapie, która znajdowała się najbliżej całego tego zamieszania.
Matthew:
- Nikt cię nie będzie do niczego zmuszał, chciałem po prostu spędzić fajnie wieczór.
- Dobrze. Usiądź już - odpowiedziała. Wiedziałem, że Stephi nie ma pojęcia jak bardzo pragnę ją teraz przytulić. Jak żałuję tego co zrobiłem i że chcę, żeby było tak jak wcześniej. Spojrzałem na jej piękną, drobną twarz i przysunąłem się do niej. Po kilku minutach sprzęt był już gotowy. Prowadzący zaczął:
- Więc witam zgromadzonych na kolejnym karaoke w naszym lokalu. Powinniśmy już zacząć, a więc mamy jakiegoś ochotnika? - w tłumie dało się zauważyć wystającą drobną dłoń.
- Zapraszamy, zapraszamy! - krzyknął mężczyzna do mikrofonu. Z grupy wyszła dziewczyna, wyglądała na nie więcej niż siedemnaście lat. Stanęła obok i wzięła mikrofon. Miałem nadzieję, że cały czas spędzony tutaj będzie milszy niż do tej pory. Uśmiechnąłem się do dziewczyny, którą kochałem ponad życie. Siedzieliśmy, słuchaliśmy i od czasu do czasu wspieraliśmy wokalistów. Nagle przyszedł mi do głowy szaleńczy pomysł. Henry - prowadzący szukał kolejnego ochotnika. Nie zastanawiałem się długo - wstałem i podszedłem do ekranu.
Czytaj z muzyką: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=26PAgklYYvo - ważny jest też przekaz, więc http://www.tekstowo.pl/piosenka,james_morrison,broken_strings.html radziłabym przeczytać tekst w języku polskim
Widziałem zdziwienie wypisane na twarzy Stephanie. Przystawiłem mikrofon do ust i zasygnalizowałem, że jestem gotów. Za chwilę przed moimi oczami pojawił się tekst:
Let me hold you
For the last time
It's the last chance to feel again
But you broke me
Now I can't feel anything
When I love you
And so untrue
I cant't even convince myself
When I'm speaking
It's the voice of someone else
Oh, it tears me up
I tried to hold on but it hurts too much
I tried to forgive but it's not enough
To make it all okay
Śpiewałem dla niej, dla tej, którą tak kochałem. Powoli zacząłem kroczyć w kierunku miejsca gdzie siedziała. Czułem na sobie wzrok zgromadzonych osób, obserwowali każdy mój ruch. Stanąłem przed dziewczyną, wziąłem jej dłoń i pomogłem wstać. Mimo oporów zaciągnąłem ją przed ekran. Śpiewałem dalej, patrząc jej głęboko w oczy.
That your heart don't want to feel
I can't tell you something that aint real
Oh, the truth hurts
And lies worse
How can I give anymore
Ucieszyło mnie, że ktoś podał Step mikrofon.
- Nie bój się, teraz ty. Zaśpiewaj w końcu to całe nasze życie... - starałem się dodać jej otuchy, a nie trwało to długo, bo po chwili usłyszałem jej piękny delikatny głos.
Oh, what are we doing?
We are turning into dust
Playing house in the ruins of us
Po jej solówce zaśpiewaliśmy wspólnie, nasze głosy idealnie współgrały. Na jej drobnej twarzy spostrzegłem uśmiech.
When there's nothing left to save
It's like chasing the very last train
Whet it's too late
Przysunąłem się do niej, łapiąc jej dłoń. Tańczyliśmy. To była nasza chwila. Nasze pięć minut.
I tried to hold on but it hurts too much
I tried to forgive but it's not enough
To make it all okay
You can't play on broken strings
You can't feel anything
That your heart don't want to feel
I can't tell you something that aint real
Po jej policzku spłynęła mała, ledwo zauważalna łza. Wiedziałem co mam zrobić. Przysunąłem się do niej tak blisko, że nasze czoła stykały się. Pocałowałem ją. Trwaliśmy tam , jakby nikogo dookoła nas nie było. Nie zwracaliśmy uwagi na to, że powinniśmy dalej śpiewać. Teraz byliśmy tylko dla siebie. Kiedy oderwałem nasze wargi od siebi spojrzałem w jej oczy. Zauważyłem w nich małe promyczki.
But we're running trough the fire
When there's nothing left to save
It's like chasing the very last train
When we both know it's too late
You can't play on broken strings
You can't feel anything
That your heart don't want to feel
I can't tell you something that aint real
Oh, the truth hurts
And lies worse
How can I give anymore
When I love you a little less than before?
Oh, you know that I love you a little less than before
Let me hold you for the last time
It's the last chance to feel again
Muzyka ucichła, tekst zniknął, a my spojrzeliśmy na tłum. Wszyscy wstali i zaczęli klaskać. Uśmiechnąłem się i razem ze Stephi ukłoniliśmy się i oddaliśmy mikrofony.
Stephanie:
Nie potrafiłam uwierzyć, że coś takiego wymyślił. Byłam szczęśliwa, to był jeden z moich najwspanialszych wieczorów w całym życiu. Po występie usiedliśmy na kanapie, a po chwili podeszła do nas grupka nieznajomych. Niska, szczupła blondynka zaczęła:
- Byliście wspaniali. Widać, że się kochacie. I po prostu pozazdrościć talentu. Słuchajcie, bo mamy prośbę. Możemy autograf i zdjęcie z wami? - nie wierzyłam w to co właśnie usłyszałam. Zanim cokolwiek mogłam powiedzieć Matt odpowiedział:
- Pewnie, że tak - zdezorientowana wstałam i objęłam w pasie blondynkę. Wszyscy ustawili się do zdjęcia. Po chwili już rozdawałam autografy. W końcu skończyliśmy i czym prędzej ruszyliśmy ku drzwiom. Miałam nadzieję, że już nikt nas nie zaczepi, a jednak.
- Przepraszam was bardzo, mógłbym też od was autograf? - spytał mężczyzna w podeszłym wieku. Stał tuż przy barze. Oboje podpisaliśmy się z Matt'em i wyszliśmy. Niebo było już ciemne, a ulice oświetlały latarnie.
Czytaj z muzyką: http://www.youtube.com/watch?v=99Z0SPS3G68
Wsiedliśmy do samochodu.
- Jejku, to było cudowne. Tylko nie wiem po co im nasze autografy, albo zdjęcie, przecież nie jesteśmy sławni. Po prostu kochamy śpiewać - zaśmiałam się.
- No właśnie... Jestem dumny i chciałem ci podziękować.
- Mi? Za co?
- Za wszystko. Byłem pewien, że nie odważysz się zaśpiewać. Myliłem się, jesteś wspaniała.
- E tam, przesadzasz... - odpowiedziałam z uśmiechem po czym nastała głucha cisza. Siedzieliśmy tak przez kilkanaście minut. Spojrzałam na telefon i aż mnie zmroziło.
- Emmm. Matthew, możemy już jechać? Tato mnie zabije...
- Ahh tak. Nie ma sprawy - wyrwałam go z głębokiej zadumy. Chłopak odpalił samochód i ruszył.
Kiedy dojechaliśmy szybko wysiadłam. Matt otworzył okno.
- Stephi - zaczął.
- Ahh no tak, więc, paa - powiedziałam i pocałowałam go delikatnie. Odwróciłam się i pobiegłam szybko do windy. Wiedziałam, że zapamiętam ten wieczór na długo, jak nie na zawsze...
______________________________________________________
Szczerze mówiąc długo pracowałam nad tym rozdziałem. Cieszę, że udało mi się go w końcu skończyć. :) Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. Jak sądzicie? Co dalej ze związkiem Stephi i Matt'a? Myślicie, że do siebie wrócą? Czekam na wasze opinie. :) Im więcej komentarzy i wejść tym szybciej pojawi się kolejny rozdział, pyśki. :*
ps. DZIĘKUJĘ SERDECZNIE ADZIE, KTÓRA BARDZO MI DZISIAJ POMOGŁA. ♥
Sobota przyszła szybciej niż sądziłam. Po wydarzeniach w parku spędziłam resztę dni w domu.
~
- [...] Kocham cię - te dwa słowa, które wypłynęły z jego ust dzwoniły mi w głowie. Nie miałam pojęcia co odpowiedzieć, spojrzałam mu głęboko w oczy i delikatnie przytuliłam.
- Nie mogę. Nie zadecyduję dzisiaj. Przepraszam... Wrócimy do tego kiedy będę gotowa - szepnęłam mu do ucha.
- Nie będę cię pośpieszał. Masz czas, decyzja należy do ciebie.
~
Rozchyliłam powieki, oślepił mnie blask promieni słonecznych przebijających się przez zasłonę. Wzięłam odruchowo do ręki telefon i spojrzałam na ekran. Była jedenasta. Czekała na mnie wiadomość, prędko ją odczytałam:
OD: MATT
- Możemy się dzisiaj spotkać? Bardzo mi zależy...
Chwila zawahania, po której moje palce dotknęły smartfona:
DO: MATT
- W sumie i tak nie mam co robić, więc ok. O której?
Kliknęłam delikatnie klawisza wyślij. Nie musiałam długo czekać na wiadomość zwrotną.
OD: MATT
- Przyjadę po ciebie o siedemnastej, jeżeli ci oczywiście pasuje.
DO MATT
- ok
Jeszcze raz spojrzałam na komórkę. Nie potrafiłam zrozumieć po co on mi zawraca głowę w sobotę. Przewróciłam się na drugi bok i znów zasnęłam.
- Stephanie! Wstawaj! Już jest piętnasta, a ty dalej w łóżku... - ze snu wyrwał mnie głos taty.
- Hęęę?
- Wstawaj!
- Czeeeeeekaj, eeee - ziewnęłam. - Słucham?! Która jest godzina?!?!
- Piętnasta...
- Jezu Chryste - zerwałam się z łóżka.
- Co jest? - spytał tato trzęsąc się ze śmiechu. Domyśliłam się, że musiałam wyglądać strasznie zabawnie.
- Jestem umówiona i mam tylko dwie godziny!
- No więc się szykuj, bąbelku - spojrzałam na niego spode łba. Nie mówił tak do mnie odkąd skończyłam siedem lat.
- Coś się stało?
- A czemu pytasz? - uśmiechnął się.
- Nie mówiłeś tak do mnie od wieków...
- A wypsnęło mi się, o ile dobrze pamiętam to masz mało czasu, więc radziłbym ci się pośpieszyć - odpowiedział zmieszany i wyszedł z pokoju. Czułam, ze jest coś nie tak, ale nie miałam czasu żeby się nad tym teraz zastanawiać. Wzięłam szybki, gorący prysznic i zaczęłam czym prędzej się szykować. O szesnastej pięćdziesiąt byłam już prawie gotowa. Przejrzałam się w lustrze. Wyprostowane włosy, pełen makijaż, duża bluza, legginsy i miętowe vansy. Pakowałam rzeczy do torebki kiedy dostałam sms'a.
OD: MATT
- Czekam na dole
Tato siedział w kuchni. Pocałowałam go delikatnie w czoło na pożegnanie i wybiegłam z mieszkania. Przed wieżowcem zatrzymałam się z otwartymi ustami. Chłopak stał przy pięknym, białym rang roverze.
- Co do... ? - zaczęłam.
- Kupiłem go ostatnio, radziłbym ci już wsiadać, bo nie mamy czasu - odrzekł z uśmiechem. Bez słowa zajęłam miejsce obok kierowcy. Matt odpalił samochód i ruszył.
- Mogę wiedzieć gdzie jedziemy? - moje ręce drżały ze strachu.
- Zobaczysz, to niespodzianka. Nie bój się - dodał i delikatnie dotknął mojego policzka. Szczerze? Nie pomogło mi to wcale, a wręcz odwrotnie. Zaczęłam nerwowo przygryzać wargę. Po dwudziestu minutach chłopak zaparkował. Szybko wyszłam z samochodu, pragnąc zaczerpnąć świeżego powietrza. Spojrzałam na cel naszej podróży. Była to mała knajpka, wyglądała nieźle. Chłopak trzasnął drzwiami i ruszyliśmy. W środku było całkiem przytulnie, dużo miejsca i ładny wystrój. Zauważyłam coś na samym środku sali. Wielki ekran, kilka wzmacniaczy, głośniki, mikrofony i wszędzie porozrzucane kable. Dwójka chłopaków podłączała cały sprzęt, a tłum zbierał się już dookoła.
- Co to? - spytałam już całkiem zbita z tropu.
- Chcesz może coś do picia? - zapytał, jakby wcale mnie nie usłyszał.
- Chętnie. Poproszę colę - powiedziałam podchodząc do baru. Rzuciłam na blat kilka monet.
- Nie. Ja za ciebie zapłacę, schowaj te pieniądze - stwierdził.
- Nie ma mowy. Możesz mi w końcu powiedzieć co tu będzie się działo? - wskazałam na grupę.
- Ehh... Pomyślałem, że fajnie by było spędzić trochę czasu jak kiedyś. Przy muzyce... To wieczór karaoke.
- Hahahaha. Chyba nie myślisz, że będę w nim brała udział? Mogę usiąść i posłuchać innych, ale nie mam ochoty na robienie z siebie idiotki przed nieznajomymi - dodałam, biorąc z blatu szklankę z napojem i siadając na kanapie, która znajdowała się najbliżej całego tego zamieszania.
Matthew:
- Nikt cię nie będzie do niczego zmuszał, chciałem po prostu spędzić fajnie wieczór.
- Dobrze. Usiądź już - odpowiedziała. Wiedziałem, że Stephi nie ma pojęcia jak bardzo pragnę ją teraz przytulić. Jak żałuję tego co zrobiłem i że chcę, żeby było tak jak wcześniej. Spojrzałem na jej piękną, drobną twarz i przysunąłem się do niej. Po kilku minutach sprzęt był już gotowy. Prowadzący zaczął:
- Więc witam zgromadzonych na kolejnym karaoke w naszym lokalu. Powinniśmy już zacząć, a więc mamy jakiegoś ochotnika? - w tłumie dało się zauważyć wystającą drobną dłoń.
- Zapraszamy, zapraszamy! - krzyknął mężczyzna do mikrofonu. Z grupy wyszła dziewczyna, wyglądała na nie więcej niż siedemnaście lat. Stanęła obok i wzięła mikrofon. Miałem nadzieję, że cały czas spędzony tutaj będzie milszy niż do tej pory. Uśmiechnąłem się do dziewczyny, którą kochałem ponad życie. Siedzieliśmy, słuchaliśmy i od czasu do czasu wspieraliśmy wokalistów. Nagle przyszedł mi do głowy szaleńczy pomysł. Henry - prowadzący szukał kolejnego ochotnika. Nie zastanawiałem się długo - wstałem i podszedłem do ekranu.
Czytaj z muzyką: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=26PAgklYYvo - ważny jest też przekaz, więc http://www.tekstowo.pl/piosenka,james_morrison,broken_strings.html radziłabym przeczytać tekst w języku polskim
Widziałem zdziwienie wypisane na twarzy Stephanie. Przystawiłem mikrofon do ust i zasygnalizowałem, że jestem gotów. Za chwilę przed moimi oczami pojawił się tekst:
Let me hold you
For the last time
It's the last chance to feel again
But you broke me
Now I can't feel anything
When I love you
And so untrue
I cant't even convince myself
When I'm speaking
It's the voice of someone else
Oh, it tears me up
I tried to hold on but it hurts too much
I tried to forgive but it's not enough
To make it all okay
Śpiewałem dla niej, dla tej, którą tak kochałem. Powoli zacząłem kroczyć w kierunku miejsca gdzie siedziała. Czułem na sobie wzrok zgromadzonych osób, obserwowali każdy mój ruch. Stanąłem przed dziewczyną, wziąłem jej dłoń i pomogłem wstać. Mimo oporów zaciągnąłem ją przed ekran. Śpiewałem dalej, patrząc jej głęboko w oczy.
That your heart don't want to feel
I can't tell you something that aint real
Oh, the truth hurts
And lies worse
How can I give anymore
Ucieszyło mnie, że ktoś podał Step mikrofon.
- Nie bój się, teraz ty. Zaśpiewaj w końcu to całe nasze życie... - starałem się dodać jej otuchy, a nie trwało to długo, bo po chwili usłyszałem jej piękny delikatny głos.
Oh, what are we doing?
We are turning into dust
Playing house in the ruins of us
Po jej solówce zaśpiewaliśmy wspólnie, nasze głosy idealnie współgrały. Na jej drobnej twarzy spostrzegłem uśmiech.
When there's nothing left to save
It's like chasing the very last train
Whet it's too late
Przysunąłem się do niej, łapiąc jej dłoń. Tańczyliśmy. To była nasza chwila. Nasze pięć minut.
I tried to hold on but it hurts too much
I tried to forgive but it's not enough
To make it all okay
You can't play on broken strings
You can't feel anything
That your heart don't want to feel
I can't tell you something that aint real
Po jej policzku spłynęła mała, ledwo zauważalna łza. Wiedziałem co mam zrobić. Przysunąłem się do niej tak blisko, że nasze czoła stykały się. Pocałowałem ją. Trwaliśmy tam , jakby nikogo dookoła nas nie było. Nie zwracaliśmy uwagi na to, że powinniśmy dalej śpiewać. Teraz byliśmy tylko dla siebie. Kiedy oderwałem nasze wargi od siebi spojrzałem w jej oczy. Zauważyłem w nich małe promyczki.
But we're running trough the fire
When there's nothing left to save
It's like chasing the very last train
When we both know it's too late
You can't play on broken strings
You can't feel anything
That your heart don't want to feel
I can't tell you something that aint real
Oh, the truth hurts
And lies worse
How can I give anymore
When I love you a little less than before?
Oh, you know that I love you a little less than before
Let me hold you for the last time
It's the last chance to feel again
Muzyka ucichła, tekst zniknął, a my spojrzeliśmy na tłum. Wszyscy wstali i zaczęli klaskać. Uśmiechnąłem się i razem ze Stephi ukłoniliśmy się i oddaliśmy mikrofony.
Stephanie:
Nie potrafiłam uwierzyć, że coś takiego wymyślił. Byłam szczęśliwa, to był jeden z moich najwspanialszych wieczorów w całym życiu. Po występie usiedliśmy na kanapie, a po chwili podeszła do nas grupka nieznajomych. Niska, szczupła blondynka zaczęła:
- Byliście wspaniali. Widać, że się kochacie. I po prostu pozazdrościć talentu. Słuchajcie, bo mamy prośbę. Możemy autograf i zdjęcie z wami? - nie wierzyłam w to co właśnie usłyszałam. Zanim cokolwiek mogłam powiedzieć Matt odpowiedział:
- Pewnie, że tak - zdezorientowana wstałam i objęłam w pasie blondynkę. Wszyscy ustawili się do zdjęcia. Po chwili już rozdawałam autografy. W końcu skończyliśmy i czym prędzej ruszyliśmy ku drzwiom. Miałam nadzieję, że już nikt nas nie zaczepi, a jednak.
- Przepraszam was bardzo, mógłbym też od was autograf? - spytał mężczyzna w podeszłym wieku. Stał tuż przy barze. Oboje podpisaliśmy się z Matt'em i wyszliśmy. Niebo było już ciemne, a ulice oświetlały latarnie.
Czytaj z muzyką: http://www.youtube.com/watch?v=99Z0SPS3G68
Wsiedliśmy do samochodu.
- Jejku, to było cudowne. Tylko nie wiem po co im nasze autografy, albo zdjęcie, przecież nie jesteśmy sławni. Po prostu kochamy śpiewać - zaśmiałam się.
- No właśnie... Jestem dumny i chciałem ci podziękować.
- Mi? Za co?
- Za wszystko. Byłem pewien, że nie odważysz się zaśpiewać. Myliłem się, jesteś wspaniała.
- E tam, przesadzasz... - odpowiedziałam z uśmiechem po czym nastała głucha cisza. Siedzieliśmy tak przez kilkanaście minut. Spojrzałam na telefon i aż mnie zmroziło.
- Emmm. Matthew, możemy już jechać? Tato mnie zabije...
- Ahh tak. Nie ma sprawy - wyrwałam go z głębokiej zadumy. Chłopak odpalił samochód i ruszył.
Kiedy dojechaliśmy szybko wysiadłam. Matt otworzył okno.
- Stephi - zaczął.
- Ahh no tak, więc, paa - powiedziałam i pocałowałam go delikatnie. Odwróciłam się i pobiegłam szybko do windy. Wiedziałam, że zapamiętam ten wieczór na długo, jak nie na zawsze...
______________________________________________________
Szczerze mówiąc długo pracowałam nad tym rozdziałem. Cieszę, że udało mi się go w końcu skończyć. :) Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. Jak sądzicie? Co dalej ze związkiem Stephi i Matt'a? Myślicie, że do siebie wrócą? Czekam na wasze opinie. :) Im więcej komentarzy i wejść tym szybciej pojawi się kolejny rozdział, pyśki. :*
ps. DZIĘKUJĘ SERDECZNIE ADZIE, KTÓRA BARDZO MI DZISIAJ POMOGŁA. ♥
poniedziałek, 27 maja 2013
XIII
Stephanie:
Całą noc nie potrafiłam zasnąć, ciągle budziłam się. Około ósmej postanowiłam odpuścić sobie dzisiaj zajęcia i spędzić ten dzień w samotności. Potrzebuję trochę odpoczynku. Poleżałam jeszcze kilka minut w ciszy, aż w końcu wstałam zgarnęłam ubrania z szafy i poszłam pod prysznic. Uwielbiałam to uczucie, kiedy gorąca woda obmywa moje ciało. Pozwalało mi to chociaż na chwilę się odprężyć i zrelaksować. Po dwudziestu minutach wysuszyłam i wyprostowałam włosy, umyłam zęby i pomalowałam się. Założyłam szybko ubrania, a kiedy poszłam do kuchni już nikogo nie zastałam. Tato musiał znowu wcześniej wyjść do pracy. Zjadłam kanapkę, zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy do torebki i wyszłam. Szczerze powiedziawszy nie wiedziałam gdzie idę. Po prostu chciałam się czymś zająć i odbiec od tego wszystkiego. Założyłam słuchawki i ruszyłam przed siebie. Przechodząc przez przeróżne uliczki coraz bardziej zadziwiał mnie tutejszy klimat i ludzie. Pośród kolorowych, neonowych billboardów przepychał się tłum. Wszyscy albo śpieszyli się do pracy, albo do szkoły. Pełno samochodów, które tworzą jeden wielki korek. Zaczynałam poznawać ten świat i doceniać każdy nowy szczegół. Szczęśliwym trafem doszłam do parku, który zważywszy na wczesną godzinę był opustoszały.
Czytaj z muzyką: http://www.youtube.com/watch?v=HCnwWthYcjw
Nie potrafiłam uwierzyć, że wśród tego szarego krajobrazu znajdę oazę spokoju. Liście drzew delikatnie szumiały nad moją głową, a ja spostrzegłam piękną, dużą polanę. Po chwili stanęłam na jej środku i delikatnie usiadłam wśród miękkiej, zielonej trawy. Oparłam plecy o najbliższe drzewo i zaczęłam nucić. Słowa wypływały z moich ust automatycznie. Podniosłam się delikatnie i zaczęłam spacerować po łące, a chód zamienił się w tanie - taniec emocji, które siedziały we mnie od dawna. Nareszcie mogły się uwolnić i pokazać światu. W trudnych sytuacjach zazwyczaj śpiewałam, to była swoista ucieczka od wszystkiego. No, bo przecież muzyka to całe moje życie, moja pasja. Zmęczona opadłam na glebę i położyłam się. Przymknęłam oczy, ale nie przestawałam śpiewać. Nagle... Prawie dostałam zawału. Ktoś delikatnie tknął moją rękę. Myślałam, że serce wyskoczy mi z klatki piersiowej. Pomyślałam, że może to trawa musnęła moją skórę. Mój głos ustał, a po chwili usłyszałam cichy szept:
- Nie przestawaj. Uwielbiam kiedy śpiewasz... - miałam dość, zerwałam się i otworzyłam w końcu te cholerne oczy. Spojrzałam, a obok mnie siedział Matt.
- Oszalałeś do reszty! O mały włos nie padłam tu na zawał.
- Ciszeej, nie krzycz - spojrzał na mnie swoimi pięknymi oczyma. - Przyszedłem, bo nie było cię w szkole. U ciebie w mieszkaniu cisza, więc zacząłem szukać. Zresztą Greg też, tylko, że w drugiej części miasta. Oboje odchodziliśmy od zmysłów. Czemu nie przyszłaś na uczelnię?
- Czemu? Pytasz się czemu? - zaczęłam cicho i spokojnie.
- No taa...
- Nie spałam przez całą noc. Nie potrafiłam zasnąć z myślą, że ciebie już przy mnie nie ma. Doszło do mnie, że cię straciłam. Rano nie miałam najmniejszej ochoty spojrzeć ci w twarz, więc postanowiłam się przejść, pomyśleć i jakoś odreagować...
- Stephi, ja...
- Czekaj, daj mi skończyć! - krzyknęłam. - Chciałam wszystko wyjaśnić, przyszłam do ciebie z Gregiem, bo on sam to zaproponował, widział jak się męczę, ale ty musiałeś nas olać. Zawładnęło tobą twoje własne ego i nie potrafiłeś przejrzeć na oczy. Nic mnie z Gregorym nie łączy, kumplujemy się, nic więcej, a wiesz dlaczego? - nie czekałam na jego odpowiedź, ciągnęłam dalej. - Dlatego, że cię kocham... - łzy spływały ciurkiem po mojej twarzy.
- Proszę nie płacz. Nie znoszę kiedy płaczesz, a co gorsza przeze mnie. Teraz ty mnie posłuchaj. Zanim tu przyszedłem rozmawiałem z nim. Wszystko mi wytłumaczył...
Matthew:
W szkole zacząłem panikować, kiedy na lekcji nie pojawiła się Stephi. Po dzwonku podszedł do mnie Greg.
- Matt. Posłuchaj mnie. Wiem jak to mogło wyglądać, ale ja naprawdę nic nie czuję do Step, kolegujemy się, ale z tego nic nie będzie. Po pierwsze dlatego, że ona cię kocha jak nikogo innego, a po drugie, że...
- Że?
- Nie pociągają mnie dziewczyny... Od trzech lat jestem homoseksualistą. Możesz czuć się bezpieczny...
- Mogłeś przecież od razu powiedzieć... Wtedy nie byłoby akcji.
- No pewnie, że tak. Miałem podejść do ciebie po castingu i powiedzieć: ,, Cześć jestem gejem i nie mam zamiaru bzyknąć twojej dziewczyny. ". Wyszedłbym na idiotę.
- Może... Fakt, zachowałem się jak dupek. Za szybko zareagowałem na to wszystko... Sorry stary.
- Nie ma problemu. Jest teraz coś ważniejszego. Nie martwi cię jej nieobecność? Wczoraj wszystko było okej, oprócz tego co się stało u ciebie, a teraz nagle jej w szkole nie ma? - zapytał. Widziałem, że przejął się.
- Jak mam się nie martwić? Zróbmy coś, bo zaraz mnie szlag trafi... Gdzie ona może być?!
- Mnie się pytasz? W końcu to ty jesteś jej chłopakiem.
- Ku*wa, fakt. Może chodźmy do jej mieszkania, pewnie tam siedzi, a jeżeli nikogo nie zastaniemy to wtedy się coś wymyśli.
~~~
- Poszliśmy cię szukać, a kiedy dotarliśmy pod drzwi mieszkania nikt nam nie otworzył , więc rozdzieliliśmy się. Poszedłem w stronę parku i tak usłyszałem niebiański głos, za którym poszedłem i natrafiłem na ciebie. Chciałem za wszystko przeprosić. To nie miało tak być. Zachowałem się jak ciota. Przepraszam, że cię uderzyłem wtedy w szkole, przepraszam, że tak zareagowałem na Grega, przepraszam, że nie otworzyłem po raz drugi drzwi mimo, że bardzo tego chciałem, kiedy usłyszałem twój śpiew. Wiem, że po raz kolejny płakałaś z mojej winy, strasznie mnie to boli, cierpię na samą myśl, że znowu cię zraniłem... Zrozumiem kiedy mi nie wybaczysz... Ale podejmując decyzję pamiętaj jedno. Kocham cię i nigdy nie przestanę.
_________________________________________________________
O ja ciesz pierdziele :O W ten weekend przeszłam samą siebie. :3 Wena przez te najbliższe dni strasznie mi dopisywała, stąd te dwa rozdziały. Mam nadzieję, że zostawicie po sobie jakiś ślad, to pomaga, uwierzcie. :) Mam nadzieję, że nowa grafika przypadła wam do gustu. :* Ja spadam spać, bo niedługo szkoła, dobranoc miśki! :*
Całą noc nie potrafiłam zasnąć, ciągle budziłam się. Około ósmej postanowiłam odpuścić sobie dzisiaj zajęcia i spędzić ten dzień w samotności. Potrzebuję trochę odpoczynku. Poleżałam jeszcze kilka minut w ciszy, aż w końcu wstałam zgarnęłam ubrania z szafy i poszłam pod prysznic. Uwielbiałam to uczucie, kiedy gorąca woda obmywa moje ciało. Pozwalało mi to chociaż na chwilę się odprężyć i zrelaksować. Po dwudziestu minutach wysuszyłam i wyprostowałam włosy, umyłam zęby i pomalowałam się. Założyłam szybko ubrania, a kiedy poszłam do kuchni już nikogo nie zastałam. Tato musiał znowu wcześniej wyjść do pracy. Zjadłam kanapkę, zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy do torebki i wyszłam. Szczerze powiedziawszy nie wiedziałam gdzie idę. Po prostu chciałam się czymś zająć i odbiec od tego wszystkiego. Założyłam słuchawki i ruszyłam przed siebie. Przechodząc przez przeróżne uliczki coraz bardziej zadziwiał mnie tutejszy klimat i ludzie. Pośród kolorowych, neonowych billboardów przepychał się tłum. Wszyscy albo śpieszyli się do pracy, albo do szkoły. Pełno samochodów, które tworzą jeden wielki korek. Zaczynałam poznawać ten świat i doceniać każdy nowy szczegół. Szczęśliwym trafem doszłam do parku, który zważywszy na wczesną godzinę był opustoszały.
Czytaj z muzyką: http://www.youtube.com/watch?v=HCnwWthYcjw
Nie potrafiłam uwierzyć, że wśród tego szarego krajobrazu znajdę oazę spokoju. Liście drzew delikatnie szumiały nad moją głową, a ja spostrzegłam piękną, dużą polanę. Po chwili stanęłam na jej środku i delikatnie usiadłam wśród miękkiej, zielonej trawy. Oparłam plecy o najbliższe drzewo i zaczęłam nucić. Słowa wypływały z moich ust automatycznie. Podniosłam się delikatnie i zaczęłam spacerować po łące, a chód zamienił się w tanie - taniec emocji, które siedziały we mnie od dawna. Nareszcie mogły się uwolnić i pokazać światu. W trudnych sytuacjach zazwyczaj śpiewałam, to była swoista ucieczka od wszystkiego. No, bo przecież muzyka to całe moje życie, moja pasja. Zmęczona opadłam na glebę i położyłam się. Przymknęłam oczy, ale nie przestawałam śpiewać. Nagle... Prawie dostałam zawału. Ktoś delikatnie tknął moją rękę. Myślałam, że serce wyskoczy mi z klatki piersiowej. Pomyślałam, że może to trawa musnęła moją skórę. Mój głos ustał, a po chwili usłyszałam cichy szept:
- Nie przestawaj. Uwielbiam kiedy śpiewasz... - miałam dość, zerwałam się i otworzyłam w końcu te cholerne oczy. Spojrzałam, a obok mnie siedział Matt.
- Oszalałeś do reszty! O mały włos nie padłam tu na zawał.
- Ciszeej, nie krzycz - spojrzał na mnie swoimi pięknymi oczyma. - Przyszedłem, bo nie było cię w szkole. U ciebie w mieszkaniu cisza, więc zacząłem szukać. Zresztą Greg też, tylko, że w drugiej części miasta. Oboje odchodziliśmy od zmysłów. Czemu nie przyszłaś na uczelnię?
- Czemu? Pytasz się czemu? - zaczęłam cicho i spokojnie.
- No taa...
- Nie spałam przez całą noc. Nie potrafiłam zasnąć z myślą, że ciebie już przy mnie nie ma. Doszło do mnie, że cię straciłam. Rano nie miałam najmniejszej ochoty spojrzeć ci w twarz, więc postanowiłam się przejść, pomyśleć i jakoś odreagować...
- Stephi, ja...
- Czekaj, daj mi skończyć! - krzyknęłam. - Chciałam wszystko wyjaśnić, przyszłam do ciebie z Gregiem, bo on sam to zaproponował, widział jak się męczę, ale ty musiałeś nas olać. Zawładnęło tobą twoje własne ego i nie potrafiłeś przejrzeć na oczy. Nic mnie z Gregorym nie łączy, kumplujemy się, nic więcej, a wiesz dlaczego? - nie czekałam na jego odpowiedź, ciągnęłam dalej. - Dlatego, że cię kocham... - łzy spływały ciurkiem po mojej twarzy.
- Proszę nie płacz. Nie znoszę kiedy płaczesz, a co gorsza przeze mnie. Teraz ty mnie posłuchaj. Zanim tu przyszedłem rozmawiałem z nim. Wszystko mi wytłumaczył...
Matthew:
W szkole zacząłem panikować, kiedy na lekcji nie pojawiła się Stephi. Po dzwonku podszedł do mnie Greg.
- Matt. Posłuchaj mnie. Wiem jak to mogło wyglądać, ale ja naprawdę nic nie czuję do Step, kolegujemy się, ale z tego nic nie będzie. Po pierwsze dlatego, że ona cię kocha jak nikogo innego, a po drugie, że...
- Że?
- Nie pociągają mnie dziewczyny... Od trzech lat jestem homoseksualistą. Możesz czuć się bezpieczny...
- Mogłeś przecież od razu powiedzieć... Wtedy nie byłoby akcji.
- No pewnie, że tak. Miałem podejść do ciebie po castingu i powiedzieć: ,, Cześć jestem gejem i nie mam zamiaru bzyknąć twojej dziewczyny. ". Wyszedłbym na idiotę.
- Może... Fakt, zachowałem się jak dupek. Za szybko zareagowałem na to wszystko... Sorry stary.
- Nie ma problemu. Jest teraz coś ważniejszego. Nie martwi cię jej nieobecność? Wczoraj wszystko było okej, oprócz tego co się stało u ciebie, a teraz nagle jej w szkole nie ma? - zapytał. Widziałem, że przejął się.
- Jak mam się nie martwić? Zróbmy coś, bo zaraz mnie szlag trafi... Gdzie ona może być?!
- Mnie się pytasz? W końcu to ty jesteś jej chłopakiem.
- Ku*wa, fakt. Może chodźmy do jej mieszkania, pewnie tam siedzi, a jeżeli nikogo nie zastaniemy to wtedy się coś wymyśli.
~~~
- Poszliśmy cię szukać, a kiedy dotarliśmy pod drzwi mieszkania nikt nam nie otworzył , więc rozdzieliliśmy się. Poszedłem w stronę parku i tak usłyszałem niebiański głos, za którym poszedłem i natrafiłem na ciebie. Chciałem za wszystko przeprosić. To nie miało tak być. Zachowałem się jak ciota. Przepraszam, że cię uderzyłem wtedy w szkole, przepraszam, że tak zareagowałem na Grega, przepraszam, że nie otworzyłem po raz drugi drzwi mimo, że bardzo tego chciałem, kiedy usłyszałem twój śpiew. Wiem, że po raz kolejny płakałaś z mojej winy, strasznie mnie to boli, cierpię na samą myśl, że znowu cię zraniłem... Zrozumiem kiedy mi nie wybaczysz... Ale podejmując decyzję pamiętaj jedno. Kocham cię i nigdy nie przestanę.
_________________________________________________________
O ja ciesz pierdziele :O W ten weekend przeszłam samą siebie. :3 Wena przez te najbliższe dni strasznie mi dopisywała, stąd te dwa rozdziały. Mam nadzieję, że zostawicie po sobie jakiś ślad, to pomaga, uwierzcie. :) Mam nadzieję, że nowa grafika przypadła wam do gustu. :* Ja spadam spać, bo niedługo szkoła, dobranoc miśki! :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)